Podczas rozmowy rekrutacyjnej przyszły manager roztacza Hani wizję otwartego na pomysły, tolerancyjnego miejsca pracy. Obiecuje “młody dynamiczny zespół” i inne wspaniałości. Jest to pierwsza praca Hani, która ma mega zapał, dużo pomysłów, lubi eksperymentować.
Hania dostaje pracę i pyta czy może pofarbować włosy na różowo. Miejsce wg obietnic przecież tolerancyjne, otwarte, manager sam ma dość oryginalny wygląd i pomalowane paznokcie, nie powinno być problemu.
Słyszy w odpowiedzi:
–”Nie, na różowo to nie. Jesteśmy tolerancyjni, ale nie aż tak.”
Kolejna sytuacja – do menu weszła sambuca (likier). Hania zaproponowała, żeby wrzucać do niej podpalone ziarenka kawy na co jej manager:
–”U nas się tego tak nie robi.”
2 dni później przychodzi właściciel knajpy i poleca, żeby wrzucać ziarenka do sambuci. Hania pyta czy może je podpalać na co on “no jasne, po to zrobiłem metalowe blaty”.
Na drugi dzień Hania podpala ziarenka. Przychodzi jej manager, widzi to i mówi “chyba już o tym rozmawialiśmy”, nie chce słuchać uzasadnień.
Co tu jest nie tak?
Przykład gastro, ale czy w innych branżach nie jest podobnie?
Hipokryzja – firmy chwalą się swoimi wartościami na zewnątrz, opisują je w handbookach, obiecują tolerancję a potem słyszymy “jesteśmy tolerancyjni, ale nie aż tak”, obiecują otwartość na pomysły a potem słyszymy “u nas się tego tak nie robi”.
Podcinanie skrzydeł – na zasadzie “bo tak”. Szefowie gaszą zapał zmotywowanych, pomysłowych ludzi, którzy chcą zmieniać na lepsze i… przy tym pomagać biznesowi. Po kilku takich doświadczeniach rodzi się przekonanie “nie ma sensu się odzywać, i tak nic się nie zmieni”. Robimy się nieszczęśliwi w pracy a biznes tak mocno nastawiony na “growth” też na tym nie zyskuje.
Liderzy w organizacji – właściciele firm powinni przykładać większą wagę do zatrudniania liderów i ich umiejętności miękkich. W nawet najbardziej otwartej i tolerancyjniej firmie, jeśli trafi się taki kwiatek, położy on całą kulturę w zespole, zdemotywuje, zahuka i ich biznes finalnie na tym straci.
A Wy co sądzicie?
Czemu o tym piszę?
PATOliderzy sami z siebie się nie zmienią. Trzeba działać i pokazać im, że taki sposób współpracy z ludźmi nie zaprowadzi ich daleko. Dlatego powstałoPATO miejsce pracy. Aby skończyć z patologiami i toksycznymi zachowaniami w środowisku pracy. To przestrzeń do obnażania praktyk i pułapek myślenia, które prowadzą do tego, że męczymy się w pracy – miejscu, gdzie powinniśmy czuć się dobrze, rozwijać lub po prostu zarabiać na życie i być traktowani z szacunkiem.
Wierzę, że im większa jest nasza świadomość tego co jest nie-OK i czego nie powinniśmy akceptować w miejscu pracy, tym większa jest szansa na to, że nawet najbardziej ostrożna osoba postanowi działać i ZMIENIAĆ.